Dyrektor sportowy Legii Warszawa, Fredi Bobic, w wywiadzie dla „Prawdy Futbolu” odniósł się do relacji z trenerem Markiem Papszunem. Niemiecki działacz podkreślił, że choć szanuje wkład szkoleniowca w rozwój klubu, nie jest zwolennikiem jego stylu gry. Bobic zaznaczył, że w profesjonalnym futbolu, wzorem standardów z Bundesligi, to dyrektor sportowy odpowiada za konstrukcję kadry, a trener pełni rolę konsultanta.
Kością niezgody stały się publiczne wypowiedzi Papszuna dotyczące kontraktów Augustyniaka i Kapustki oraz transferów. Bobic uznał za niewłaściwe ujawnianie przez trenera szczegółów dotyczących planowanych odejść zawodników. Dyrektor wyjaśnił, że klub musiał obniżyć budżet płacowy pierwszego zespołu o 26 procent, co wymusiło zmianę struktury nowych umów dla liderów drużyny. Pieniądze w kontraktach są teraz uzależnione od wyników osiąganych na murawie.
W kwestii wzmocnień Bobic przypomniał, że w letnim oknie transferowym z klubu odeszło 18 zawodników, a na nowe nabytki wydano 780 tysięcy euro. Odnosząc się do oczekiwań trenera dotyczących sprowadzenia graczy robiących różnicę, Niemiec ironicznie zauważył, że tacy piłkarze grają w Liverpoolu czy Bayernie Monachium, a nie w Ekstraklasie. Jako kluczowy punkt zespołu wskazał bramkarza Otto Hindricha.
Bobic podkreślił, że nadrzędnym celem pozostaje dobro klubu, a nie osobiste ambicje. Dodał, że przebudowa kadry wymaga czasu i cierpliwości, nawet jeśli trener oczekuje szybszych inwestycji. Obecnie priorytetem pozostaje przygotowanie młodych zawodników, którzy w przyszłości zastąpią obecnych liderów, co stanowi stały punkt dyskusji między sztabem a dyrekcją.