Gigi Becali, właściciel rumuńskiego klubu FCSB, ogłosił dzisiaj przejęcie pełnej kontroli nad polityką transferową zespołu. Decyzja ta jest bezpośrednim pokłosiem niezadowolenia właściciela z dotychczasowych działań działu skautingu, któremu przewodził Mihai Stoica. Becali zapowiedział, że od teraz będzie jednoosobowo decydował o wyborze nowych zawodników, skupiając się wyłącznie na rynku krajowym.
Krytyka właściciela dotyczy przede wszystkim sprowadzonego z Sochaux napastnika Aymena Boutoutaou. Zawodnik, za którego zapłacono 1,3 miliona euro, w sześciu dotychczasowych meczach bieżącego sezonu zdobył zaledwie jedną bramkę. Becali nie ukrywał frustracji, porównując poziom gry Francuza do trzecioligowego, co według niego bezpośrednio wpłynęło na wyniki drużyny w lidze oraz wczesne odpadnięcie z eliminacji Ligi Konferencji po porażkach z łotewskim FK Auda.
Właściciel FCSB w ostrych słowach skomentował kompetencje swoich współpracowników, sugerując, że błędem było zignorowanie możliwości pozyskania Issoufa Macalou z CFR Cluj. Czy trzeba być idiotą?, pytał retorycznie Becali w rozmowie z rumuńskim serwisem Sport, odnosząc się do wyboru między wspomnianymi napastnikami. Czarę goryczy przelała niedawna wyjazdowa porażka 0:1 z CFR Cluj, która zdaniem właściciela obnażyła słabość kadrową zespołu.
Obecnie FCSB zajmuje drugie miejsce w tabeli rumuńskiej Superligi, mając na koncie jedenaście punktów po sześciu rozegranych kolejkach. Mimo relatywnie wysokiej pozycji w lidze, Becali uznał ten dorobek za niewystarczający w kontekście ambicji klubu. Od dzisiaj wszelkie ruchy kadrowe w drużynie ze stolicy Rumunii będą odbywać się wyłącznie za osobistą zgodą właściciela.